Polski Klub Alpejski on Facebook





© 2002-2012 - All rights reserved.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

The owner of this website and all included materials is Polish Alpine Club (Polski Klub Alpejski).
Photographs in the galleries are protected by a separate copyright.

 

Brak dokumentów
  you're here:    Strona Główna

Debeściaki idą po śmierć, czyli kto?




W związku z kolejnym wypadkiem polskich turystów na Grossgloknerze i publikacją pana Tomasza Molgi pt. „Debeściaki idą na śmierć”, uznajemy za konieczne przedstawić nasze stanowisko w tej sprawie.

1. W ostatnich latach media piszą o alpinizmie tylko przy okazji wypadków, dzięki temu opinia społeczna w kraju nabiera przeświadczenia, że wspinacze to nieodpowiedzialni wariaci zrzeszeni w klubach samobójców. Protestujemy przeciwko temu, ponieważ  dostrzegamy różnicę między zwykłą dziennikarską nierzetelnością, której skutki i tak mogą być dramatyczne a szkalowaniem dobrego imienia ludzi gór.

To nie polscy alpiniści giną w górach tylko turyści bez żadnego doświadczenia, często działający na własną rękę. Tacy ludzie niestety nie należą do klubów sportowych, nie szkolą się w nich i nie nabywają przez to niezbędnego doświadczenia. Szerzenie takich opinii jest szkodliwe nie tylko w sensie ogólnospołecznym, ale również bije w naszych najlepszych himalaistów, którzy przez to mają kłopoty z pozyskiwaniem sponsorów. Bowiem żadna poważna firma nie zaangażuje się w działalność, w której giną ludzie niczym muchy.

2. Z tekstu Tomasza Molgi możemy dowiedzieć się, że Polski Klub Alpejski jest firmą działającą w górach bez licencji.

W Polsce nie ma wymogu licencji dla klubów sportowych na działalność górską, co więcej w nowej ustawie o sporcie ustawodawca przewidział dalszą liberalizację przepisów również tych, dotyczących klubowych instruktorów.

Ale czego można się spodziewać po człowieku, który w swojej pracy zawodowej kieruje dewizą, tu cytat z pana Tomka: „dziennikarz musi być cwaniakiem i to często złośliwym”?

Nasz klub nie jest firmą, jest stowarzyszeniem sportowym, działa formalnie od 2000 roku, na koncie ma około 130 wypraw w góry całego świata, tylko w tym roku stowarzyszenie zorganizowało 30 ekspedycji, w których wzięło udział 250 osób. Nie wszystkie szczyty udało się zdobyć ale nigdy nie było żadnych śmiertelnych wypadków! Nasza cała wypadkowa statystyka to jedna złamana noga i dwa zwichnięcia przez 10 lat! Działaliśmy w: Alpach, Andach, Himalajach, Pamirze, Tien Szanie, Atlasie Wysokim, Ałtaju i wielu innych pasmach górskich. Wszystkim innym życzymy takich wyników. Wprawdzie w wyprawach mogą uczestniczyć tylko członkowie klubu, którzy obok sponsorów, ponoszą koszty wypraw i działalności klubu ale bez przejścia testów i szkoleń również dla nich jest to niemożliwe. Ostateczną decyzję o osobowym składzie ekspedycji podejmuje zarząd klubu, który również nominuje kierownika wyprawy. Nasze wyprawy są dowodem na to, że w górach można działać bezpiecznie ale do tego nie wystarczy znać zasady bezpieczeństwa, trzeba je jeszcze stosować w praktyce. Trzeba też intensywnie szkolić swoich członków nie tylko pod kątem technicznym ale też dbać o ich rozwój fizyczny i mentalny. W taki sposób Polski Klub Alpejski dba o bezpieczeństwo i powstanie zbiorowej świadomości w tym zakresie.

3. Grossglockner, najwyższa góra Austrii, jest dostępna drogą klasyczną dla każdego alpinisty. Każdy alpinista powie, że droga ta jest łatwa ale dla niedoświadczonego turysty góra będzie ekstremalnie trudna!

Każdy z nas może sobie zadać kilka pytań i sprawdzić poziom swojej wiedzy w tym zakresie. A zatem:

Czy potrafisz zawiązać węzeł skrajny tatrzański bezpośrednio na uprzęży?

Czy wiesz jak zbudować stanowisko przy użyciu trzech śrub lodowych?

Czy znasz techniki wychodzenia po linie, jeśli wpadniesz do szczeliny?

Jeśli ktoś nie potrafi odpowiedzieć na powyższe pytania, to w żadnym razie nie powinien sam wybierać się w góry typu alpejskiego. Dla tych osób pozostają wycieczki w towarzystwie przewodnika. Zresztą, jak pokazują statystyki, i przewodnik nie uchroni nas od wypadku, jeśli zabraknie nam wyobraźni. Wypadek zawsze zdarzyć się może ale ważne są okoliczności w jakich do niego dochodzi. Inną drogą w góry wysokie jest zdobywanie wiedzy i umiejętności na kursach, szkoleniach i następnie trening w Tatrach, celem zdobycia niezbędnego doświadczenia. Jednak to wymaga czasu i samozaparcia.

Najsłynniejszy alpinista świata, Reinhold Messner, gość XI Dniach Lajtowych, festiwalu organizowanego przez nasz klub, tak skomentował ostatni wypadek w Taurach Wysokich:

„Nie uważam, że polscy alpiniści są źle przygotowani do działalności górskiej, albo że austriaccy wspinacze są przygotowani lepiej, tak mówić nie można. To, co stało się na Grossglocknerze to nie jest wielki alpinizm tylko wypadek niedzielnych turystów”*.

Pierwszy zdobywca Korony Himajów mówi dalej:

„Wiem, że pogoda była bardzo zła, kiedy człowiek przyjeżdża z daleka i potem musi iść w góry, to jest to bardzo trudne i niebezpieczne, bo ma bardzo mało czasu, działa pod jego presją, sam wmawia sobie, że musi zdobyć szczyt, wbrew wszystkim przeciwnościom, wmawiają sobie: ja muszę! Wtedy bardzo łatwo popełnić błąd”.

Zjawisko opisywane przez Reinholda Messnera nazywamy „syndromem weekendowego turysty”. Śmierć turystów na Grossgloknerze jest typowym wypadkiem spowodowanym nie przez zagrożenia obiektywne ale przez błąd człowieka. Prognoza meteorologiczna była zła, wystarczyło ją sprawdzić i zastosować się do niej, czyli zostać w schronisku i nie podejmować akcji górskiej. Ktoś zada pytanie: Zatem jak to się stało, że trzech dorosłych ludzi podejmuje zupełnie inną decyzję? Polega on na tym, że człowiek, który emocjonalnie nastawi się na działanie, przejedzie 1000 kilometrów, wyda pieniądze, straci czas i co? Ma się nie wspinać? On się musi wspinać! I już nie ocenia sytuacji racjonalnie, nie pyta o pogodę czy kondycję pokrywy śnieżnej. Idzie w góry, po prostu. Gdyby owa trójka mieszkała 100 km od Grossgloknera, to nie kierowałaby się poza merytorycznymi przesłankami a w konsekwencji żyłaby.

4. Rolą całego środowiska wspinaczkowego jest dbanie o bezpieczeństwo w górach. Jednak jak trudno namówić przedstawicieli mediów do pisania o tym, przed wypadkami takimi jak na Grossgloknerze, wie tylko ten, kto usiłował to zrobić.
Budzenie świadomości społecznej odnośnie zagrożeń obiektywnych, popularyzacja alpinizmu wśród dzieci i młodzieży, zwiększenie dostępności szkoleń. W tym zakresie polskie media mają ogromne pole do popisu. Nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie jak poprawić bezpieczeństwo w górach, jeśli poprzestaniemy na epatowaniu ludzką śmiercią po każdym wypadku z udziałem naszych rodaków.

Na zakończenie oddajmy jeszcze raz głos Reinholdowi Messnerowi:

„Ludzie gór muszą odstąpić od tego zaślepiającego heroizmu. Szczyt jest strasznie nudny, to droga na niego jest ważna, znacznie lepiej nie wejść na górę i żyć, niż wejść na szczyt i zapłacić za to cenę zdrowia lub życia”.


Bogusław Magrel

Wypowiedzi Reinholda Messnera z konferencji prasowej na festiwalu XI Dni Lajtowe z Polskim Klubem Alpejskim, Nosalowy Dwór, Zakopane, 13.11.2010 r.

 [About The Club]  [People]  [Our sites]  [Dni Lajtowe]  [Expeditions]  [For advanced]  [For beginners]  [Upcoming events]  [Training and camps]  [Gallery]  [Movies]  [Publications]   [Contact]  [News]